poniedziałek, 20 czerwca 2011

Kaśka nie odpuszcza i już


Tym razem będzie o młodszej siostrze Joanny („nie do końca szalonej”), którą to siostrę wywiało z Półwyspu Iberyjskiego aż do Anglii. Czyli o Katarzynie Aragońskiej. Tak jak starsze rodzeństwo, Kasia odebrała ultrasolidne wykształcenie – żadne tam piaciorki i haftowanie, tylko języki obce, teologia, geografia, historia i w ten deseń. Trochę kiepsko że nie nauczyli jej angielskiego, skoro od dzieciństwa była zaklepana dla angielskiego następcy tronu, słabowitego Artura z debiutującej na tronie dynastii Tudorów. Nie zapodano jej także kursu z angielskiej etykiety dworskiej (bardzo różnej od tej hiszpańskiej - ciężkiej jak ciężarówka słoni i sztywnej jak rozgrzany do czerwoności żelazny pręt w zadku Edwarda II). Duuuży fail. I tak, mocno nieletni państwo młodzi pobrali się by Proxy, a przez następne trzy lata korespondowali.W łacinie. Wreszcie Kasię zawezwano do Londynu. I właśnie wtedy namalowano portret co go tu gdzieś obok zamieszczam. Wspaniały prawda? Taka rezolutna, spokojna dziewczynka, w ciężkiej biżuterii i czepcu niczym aureola. I ten leciuteńki cień uśmiechu – cudowny. Kasia, tak jak jej siostry, uważana była za cud piękności – jasna cera, jasne rudawe włosy, niebieskie oczy…  cukiereczek normalnie. Słabowity Artur musiał być mocno ucieszony. Szkoda tylko że jego słabowitość uniemożliwiła ekhem skonsumowanie.
Po roku Kasia została wdową. A że odsyłanie jej (czytaj "jej posagu") byłoby wielce nieekonomiczne, postanowiono hajtnąć 17 letnią wdówkę z 11 letnim bratem Słabowitego – Henrykiem. Ze względu na nieskonsumowanie oraz szacunek dla rodziców wdowy (tfu, już nie wdowy tylko narzeczonej) papież bez strzelania fochów dał dyspensę. Trochę to trwało więc Henryk konsumując Katarzynę był już (ledwo co) pełnoletni. Kasia była pewnie przekonana że złapała pana Boga za nogi - w końcu wymieniła cherlaka na adonisa. Łagodnego wymoczka na silnego młodzieńca jak malowanie, który namiętnie gra w tenisa, pisze wiersze i muzykę, opowiada takie dowcipy że arcybiskup Canterbury dostaje kolki na przemian z oburzenia i ze śmiechu. Skąd miała wiedzieć biedaczka że za niecałe trzy dekady będzie się z nią intensywnie rozwodził wielki, wzdęty kaszalot z fiksacją na punkcie własnego EGO i popędem seksualnym wyposzczonego królika. Masakra. Problem Kasi polegał wyłącznie na tym, że kiepsko jej wychodziło rodzenie dzieci, szczególnie chłopców. W sumie sprokurowała tylko Marię (przyszłą Krwawą) a puchnący od żarcia, napitków i paranoi na punkcie dziedzica Henryk uznał to za osobistą zniewagę. Co było potem – wiadomo. Anna Boleyn, plucie w oko Papieżowi, unieważnienie małżeństwa i dalej w ten deseń. Inna sprawa że Henryk miał twardego przeciwnika. Kasia może i się roztyła od ciąż i zgryzot, ale wciąż była bystrą laską. Podobno wiele razy zabijała Henrykowi i jego doradcom klina podczas rozprawy, była lepiej od nich przygotowana, bardziej opanowana itd. Itp. No ale jeśli ktoś przyjaźni się z Erazmem z Rotterdamu i Tomaszem Morem, uprawia gorliwie mecenat sztuk oraz nauk wszelakich, a do tego robi skuteczny PR wychodzącej poza modlitewnik i tamborek edukacji młodych dam... Acha i jeszcze na wszelkie sposoby dogląda interesów Hiszpanii w Anglii (którą to wyspę Kasia w listach do ojca nazywała „lennem Waszej Królewskiej Mości” haha), jako pierwsza (ponoć) w historii ambasadorKA.  A Henryk  głównie polował. Na dworskie łanie. No dobra, coś tam jeszcze robił, ale już nie z równym poświęceniem. W każdym razie Kasia poległa, bo w tej grze zasady fair play obowiązywały mniej więcej tak jak savoir vivre wśród ludożerców. Do końca życia uznawała się za prawowitą królową Anglii ale robiła to w areszcie domowym, odseparowana nawet od swojej jedynej córki. Zmarła wkurzona i rozmodlona. Gdyby pożyła pięć miesięcy dłużej doczekałaby egzekucji swojej konkurentki, która także zaliczyła faila w kwestii zapewnienia kaszalotowi dziedzica i bezczelnie urodziła tylko córkę.  A na dodatek się stawiała.

W kwestii portretów mamy tutaj szesnastoletnią, przepiękną Kasię, siedmioletniego Henryka w obłędnym złotym czepku oraz to co z nich wyrosło. Czyli: zmęczoną życiem, tęgą ale twardą jak stal „failure is not an option” kobitę w idiotycznym „czepku angielskim” (jak dla mnie jedno z najbardziej poczwarnych nakryć głowy w historii) oraz nalanego dziada w wyjątkowo pięknej koszuli ze złotym haftem poprzeciąganej przez ozdobne nacięcia kaftana (kaftan też niczego sobie, świetny jest ten symetryczny wzór i ta ponaszywana biżu, no i cały portret jest genialny, ale tak to już jest jak się zatrudnia Holbeina młodszego).

czwartek, 9 czerwca 2011

Trumna, wieża i Joanna nie do końca szalona




               Pisałam już o tym, że urodzenie się Habsburżanką, albo zostanie nią w drodze zamęścia oznaczały wtopę na całej linii. A to z okazji chorobliwej ambicji i pokieranej polityki prokreacyjnej uprawianej przez samców tego rodu/gatunku. Na nieszczęsną Joannę, choć dzielnie produkowała zdrowych potomków, także czekała kupa nieprzyjemności. A wszystko dlatego że dziwnym trafem dostała się jej cała masa WŁADZY, czyli deficytowego towaru będącego dla jej najbliższych meskich krewnych obiektem pożądania mrocznym niczym berlińskie darkroomy. Jakoś tak wyszło że Joasia, która miała być po prostu płodną żoną, zostawała kolejno (no może nie kolejno ale nie na raz): regentką zjednoczonych Kastylii i Aragonii, władczynią Sardynii, Sycylii, Neapolu, Burgundii i sporej części Niderlandów, o gigantycznych włościach kolonialnych nawet nie wspominając (to jej rodzice sponsorowali wycieczki Kolumba). Ale co z tego skoro każdy tytuł, każdy tron był jej wyrywany z rąk przez tatusia/męża/synalka a ona sama spędziła większość życia zapuszkowana w klasztornej wieży? Niby chodziło o to że jest stuknięta, ale tak naprawdę była po prostu baaaardzo niewygodna (to taka jednostka chorobowa, straszliwa franca wciąż często występująca acz już nie tak zabójcza jak kiedyś). 


Wróćmy jednak do jasnowłosego dziewczęcia z pierwszego portretu. Podstawowym zadaniem małej Joasi było zostać żoną Ważnej Osobistości. Trening zaczęto bardzo wcześnie. W celu podpimpowania akcji córki Królów Katolickich na rynku matrymonialnym zafundowano jej solidną edukację. A że mała była bystra i posłuszna to szybciutko nauczyła się wszystkich języków rodzinnego imperium (a trochę ich było) a do tego francuskiego i łaciny. Na dodatek była śliczna jak malowanie. Nie było więc żadnych kłopotów z wydaniem jej,  w dojrzałym wieku lat 16, za Habsburga – Filipa Burgundzkiego zwanego Pięknym (nieco na wyrost,  biorąc pod uwagę zamieszczone podobizny, ale co ja tam wiem o ówczesnych kanonach męskiej urody),  jedynego syna cesarza Maksymiliana I. Filip (nota bene brat Pechowej Małgosi z poprzedniego wpisu) może i był wyględny ale także ambitny i bezwzględny, jak to Habsburg. A Joasia miała nieszczęście zakochać się w nim od pierwszego wejrzenia. Ponoć młoda para przez kilka miesięcy prawie nie opuszczała sypialni a wychowana na ultra pruderyjnym dworze Joanny Kastylijskiej (która jak fama głosi wolała sczeznąć niż okazać nieprzyzwoicie umieszczony wrzód lekarzowi) Joanna dostała seksualnego świra na punkcie małżonka. Ów zaś, kiedy minęły pierwsze amory, zdradzał ją niemożebnie i nieustająco. Zostawiał biedaczkę w zamku a sam uprawiał renesansową seks turystykę jak się patrzy. Nic dziwnego że wygłodzona, zazdrosna jak jasna cholera Joanna dostawała ataków wściekłości i apatii na przemian. No bo jak sobie radzic z bucem którego się kocha niemożebnie a który za każde przewinienie kara odmową ekhem powinności małżeńskiej (nakładał seksualne embargo, serio!). Co z tego że w ciągu niespełna 9 lat urodziła mu 6 zdrowych i bardzo długowiecznych dzieci – dwóch przyszłych cesarzy i cztery królowe? Co z tego że godziła się na odsuwanie jej od władzy i ubezwłasnowolnienie? Filip miał to głęboko w nosie a na dodatek bez przerwy skarżył się że Joanna ma nierówno pod sufitem. Prawdopodobnie miała „tylko” depresję ale poczynania męża nie były zbyt terapeutyczne i tylko pogłębiały jej chorobę. 
Jednak największa polka zaczęła się gdy Filip naglę padł trupem, nie dożywszy trzydziestki. Plota głosiła że otruł go teściunio, co się za cholerę nie chciał dzielic władzą, ale większość historyków stawia na ordynaryjny tyfus. Oszalała z rozpaczy, mocno zaciążona Joasia (niedługo potem urodziła ostatnią córkę, też zdrową i długowieczną!) odmówiła uznania tego przykrego faktu. Biedna dziewczyna raz po raz kazała otwierać trumnę i (podobno) tuliła się do truchełka. Nie pozwalała także by do zwłok zbliżały się jakiekolwiek inne kobiety – najwyraźniej uznając że i po śmierci Filipowi nie można ufać pod tym względem. I to był właśnie pretekst jakiego potrzebował jej żądny tytułów i tronów tatuś. Raz dwa zamknął Joannę w klasztorze i przejął wszystko co jej się należało. Biedna kobita już nigdy nie wyszła ze swojego więzienia – po tatusiu pałeczkę przejął jej najstarszy (okropny) syn, ( i bardzo zręczny) cesarz Karol V. Nie wypuścił matki, choć mógł. Nawet jej, patałach jeden, nie odwiedził. Za to zlecił dożywotnie przetrzymanie, żeby broń boże nie bruździła w jego habsburskim masterplanie. Przy takim traktowaniu biedna Joanna wreszcie naprawdę sfiksowała. Pod koniec życia, a żyła na swoje nieszczęście wyjątkowo długo bo aż 75 lat, toczyła ją ostra mania prześladowcza (jakby to powiedział Bond grany przez boskiego Seana Conneryego „szomhoł ajm not szurpriszed”) – osadzona odmawiała jedzenia, snu i kąpieli a nawet zmiany ubrania. Zmarła, co znamienne, w Wielki Piątek, czyli dzień męki pańskiej. Niechaj dusze ambitnego tatusia, puszczalskiego męża i wyrodnego synka duszą się w sosie słodko-kwaśnym za jej przesrane życie. Buuu.

A na obrazkach mamy młodziutką Joasię, Joasię nieco starszą, Filipa (podobno) Pięknego, Joasię i Filipa w duecie oraz Joasię z wrednym synkiem. Voila!