Pisałam już o tym, że urodzenie się Habsburżanką, albo zostanie nią w drodze zamęścia oznaczały wtopę na całej linii. A to z okazji chorobliwej ambicji i pokieranej polityki prokreacyjnej uprawianej przez samców tego rodu/gatunku. Na nieszczęsną Joannę, choć dzielnie produkowała zdrowych potomków, także czekała kupa nieprzyjemności. A wszystko dlatego że dziwnym trafem dostała się jej cała masa WŁADZY, czyli deficytowego towaru będącego dla jej najbliższych meskich krewnych obiektem pożądania mrocznym niczym berlińskie darkroomy. Jakoś tak wyszło że Joasia, która miała być po prostu płodną żoną, zostawała kolejno (no może nie kolejno ale nie na raz): regentką zjednoczonych Kastylii i Aragonii, władczynią Sardynii, Sycylii, Neapolu, Burgundii i sporej części Niderlandów, o gigantycznych włościach kolonialnych nawet nie wspominając (to jej rodzice sponsorowali wycieczki Kolumba). Ale co z tego skoro każdy tytuł, każdy tron był jej wyrywany z rąk przez tatusia/męża/synalka a ona sama spędziła większość życia zapuszkowana w klasztornej wieży? Niby chodziło o to że jest stuknięta, ale tak naprawdę była po prostu baaaardzo niewygodna (to taka jednostka chorobowa, straszliwa franca wciąż często występująca acz już nie tak zabójcza jak kiedyś). 
Wróćmy jednak do jasnowłosego dziewczęcia z pierwszego portretu. Podstawowym zadaniem małej Joasi było zostać żoną Ważnej Osobistości. Trening zaczęto bardzo wcześnie. W celu podpimpowania akcji córki Królów Katolickich na rynku matrymonialnym zafundowano jej solidną edukację. A że mała była bystra i posłuszna to szybciutko nauczyła się wszystkich języków rodzinnego imperium (a trochę ich było) a do tego francuskiego i łaciny. Na dodatek była śliczna jak malowanie. Nie było więc żadnych kłopotów z wydaniem jej, w dojrzałym wieku lat 16, za Habsburga – Filipa Burgundzkiego zwanego Pięknym (nieco na wyrost, biorąc pod uwagę zamieszczone podobizny, ale co ja tam wiem o ówczesnych kanonach męskiej urody), jedynego syna cesarza Maksymiliana I. Filip (nota bene brat Pechowej Małgosi z poprzedniego wpisu) może i był wyględny ale także ambitny i bezwzględny, jak to Habsburg. A Joasia miała nieszczęście zakochać się w nim od pierwszego wejrzenia. Ponoć młoda para przez kilka miesięcy prawie nie opuszczała sypialni a wychowana na ultra pruderyjnym dworze Joanny Kastylijskiej (która jak fama głosi wolała sczeznąć niż okazać nieprzyzwoicie umieszczony wrzód lekarzowi) Joanna dostała seksualnego świra na punkcie małżonka. Ów zaś, kiedy minęły pierwsze amory, zdradzał ją niemożebnie i nieustająco. Zostawiał biedaczkę w zamku a sam uprawiał renesansową seks turystykę jak się patrzy. Nic dziwnego że wygłodzona, zazdrosna jak jasna cholera Joanna dostawała ataków wściekłości i apatii na przemian. No bo jak sobie radzic z bucem którego się kocha niemożebnie a który za każde przewinienie kara odmową ekhem powinności małżeńskiej (nakładał seksualne embargo, serio!). Co z tego że w ciągu niespełna 9 lat urodziła mu 6 zdrowych i bardzo długowiecznych dzieci – dwóch przyszłych cesarzy i cztery królowe? Co z tego że godziła się na odsuwanie jej od władzy i ubezwłasnowolnienie? Filip miał to głęboko w nosie a na dodatek bez przerwy skarżył się że Joanna ma nierówno pod sufitem. Prawdopodobnie miała „tylko” depresję ale poczynania męża nie były zbyt terapeutyczne i tylko pogłębiały jej chorobę. 
Jednak największa polka zaczęła się gdy Filip naglę padł trupem, nie dożywszy trzydziestki. Plota głosiła że otruł go teściunio, co się za cholerę nie chciał dzielic władzą, ale większość historyków stawia na ordynaryjny tyfus. Oszalała z rozpaczy, mocno zaciążona Joasia (niedługo potem urodziła ostatnią córkę, też zdrową i długowieczną!) odmówiła uznania tego przykrego faktu. Biedna dziewczyna raz po raz kazała otwierać trumnę i (podobno) tuliła się do truchełka. Nie pozwalała także by do zwłok zbliżały się jakiekolwiek inne kobiety – najwyraźniej uznając że i po śmierci Filipowi nie można ufać pod tym względem. I to był właśnie pretekst jakiego potrzebował jej żądny tytułów i tronów tatuś. Raz dwa zamknął Joannę w klasztorze i przejął wszystko co jej się należało. Biedna kobita już nigdy nie wyszła ze swojego więzienia – po tatusiu pałeczkę przejął jej najstarszy (okropny) syn, ( i bardzo zręczny) cesarz Karol V. Nie wypuścił matki, choć mógł. Nawet jej, patałach jeden, nie odwiedził. Za to zlecił dożywotnie przetrzymanie, żeby broń boże nie bruździła w jego habsburskim masterplanie. Przy takim traktowaniu biedna Joanna wreszcie naprawdę sfiksowała. Pod koniec życia, a żyła na swoje nieszczęście wyjątkowo długo bo aż 75 lat, toczyła ją ostra mania prześladowcza (jakby to powiedział Bond grany przez boskiego Seana Conneryego „szomhoł ajm not szurpriszed”) – osadzona odmawiała jedzenia, snu i kąpieli a nawet zmiany ubrania. Zmarła, co znamienne, w Wielki Piątek, czyli dzień męki pańskiej. Niechaj dusze ambitnego tatusia, puszczalskiego męża i wyrodnego synka duszą się w sosie słodko-kwaśnym za jej przesrane życie. Buuu. A na obrazkach mamy młodziutką Joasię, Joasię nieco starszą, Filipa (podobno) Pięknego, Joasię i Filipa w duecie oraz Joasię z wrednym synkiem. Voila!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz