niedziela, 29 maja 2011

Pechowa Małgosia

Dlaczego pechowa? Bo co i rusz ktoś ją zostawiał albo wystawiał do wiatru. Los, ludzie, Bóg, fizjologia, you name it. Po pierwsze miała niefarta być Habsburżanką. Habsburgowie mieli bardzo hardkorowe parcie na władzę, zdobywaną za pomocą politycznego handlu własnym potomstwem. Chcieli genetycznie przejąć Europę. Oraz wymanewrować tak, żeby w każdym Habsburgu było 130% Habsburga (bo z jakiego innego powodu można się notorycznie hajtać z własnymi  siostrzenicami? „moda na sukces” to przy ich drzewie genealogicznym wyliniały pikuś). Żony i dzieci Habsburgów nie miały łatwo. W końcu oczekiwano od nich 130 procentowej wydajności. Te pierwsze miały się przede wszystkim skutecznie rozmnażać, te drugie – zajmować kolejne przyczółki przez polityczne małżeństwa i wtedy… skutecznie się rozmnażać. Obłęd. Małgosia (na pierwszym mug shocie w wielu lat około 2, na kolejnym więcej itd) miała baaaardzo ambitnego tatusia cesarza i mamusię Marię co była spadła z konia (a raczej „ z koniem” bo koń jeszcze ją przygniótł uszkadzając ostatecznie i nieodwracalnie) gdy Małgosi ten portret malowano. Tatuś natychmiast ruszył do uzupełniania liczebności rodu i zaręczył jedyną córeczkę z francuskim delfinem, rączym 12 latkiem z paskudnym nosem. Zgodnie z panującym zwyczajem Małgosię odwieziono na dwór narzeczonego, aby wychować ją na królową Francji. Zaraz potem kochany teść Ludwik XI sczezł. Wszystko szło jak po maśle. Ale potem się zaczęło. Małgosia nie miała jeszcze 10 lat kiedy jej narzeczony naglę wypiął się na Habsburgów i nie dość że zerwał zaręczyny  to jeszcze wyjął spod łapy żonę (niejaką Annę Bretońską, 11 letnią haha) niedoszłemu teściowi i poślubił ją prontissimo. Biedna Małgosia zdążyła już polubić hultaja a tu nagle wszyscy na dworze ją olewają, dissują, narzeczony zaprzestał wizyt. Była prawie królową a nagle jest zerem. I była nim jeszcze przez trzy lata bo dopiero po tym czasie łaskawie odesłano ją ojcu. A ów natychmiast zabrał się do szukania jej kolejnego męża. Nic dziwnego że po takiej jeździe Małgosi został podobno dożywotni wstręt do wszystkiego co francuskie. Na szczęście w międzyczasie potencjał matrymonialny cesarzówny urósł.  Była w idealnym wieku a francuskie wychowanie „na królową” sprawiło że grała na kilku instrumentach, uwielbiała czytać i pisała wiersze. Między innymi. I tak dostał się jej bardzo korzystny, jedyny syn ultrakatolickich Izabeli i Ferdynanda(a jedna z ich córek dostała się jedynemu bratu Małgosi, i też miała przechlapane, ale o niej kiedy indziej). Tyle że mężulek po pół roku od ślubu kopnął w kalendarz a zaraz potem Pechowa urodziła nie dość że córkę to jeszcze niedychającą. Potem był jeszcze jeden ślub ale tym razem bez dzieci to follow, bo znów potencjalny tatuś migiem wyzionął ducha. 26 letnia niedoszła królowa i podwójna wdowa przysięgła uroczyście nigdy więcej nie wychodzić za mąż. I słowa dotrzymała. Chyba zaraz po tym pech ją opuścił bo spędziła resztę życia zarządzając na zlecenie ojca Niderlandami oraz uprawiając mecenat sztuk fiu fiu. Bardzo żal mi tej małej dziewczynki z portretów, od razu widać że niezbyt radosnej i wyluzowanej. Ma takie piękne sukienki i takie ornamentalne nakrycia głowy i pejzaż z francuskim zamkiem w tle i cholernego pecha.        

1 komentarz: