czwartek, 26 maja 2011

późnośredniowieczne podlotki i sztuczny loczek


Na wstępie powiem tylko że interesują mnie przede wszystkim odmienność i przerysowanie, a zaraz potem historia, sztuka i ogromniaste kiecki. Postaram się połączyć to wszystko w miarę strawną całość. Właśnie tutaj. Zaczniemy, jak to bywa, od początku czyli od dzieciństwa. Na pierwszy ogień pójdzie "Prezentacja w świątyni" Memlinga z roku bodajże 1463. A dokładnie jego fragment na którym widać wtrynione, jak się to mówi "na chama" w scenę nowotestamentową córki fundatora. Państwo fundatorowie musieli albo nie mieć synów ani nadziei na nich, albo baaardzo kochać te dwie kościste panienki skoro wepchnęli je na zaszczytne miejsce między Maryją i Józefem. Siostrzyczki mają na sobie kiecki szyte według najnowszej mody acz ze skromnie przysłonionym dekoltem. Starszej przysługuje całkiem wypasione biżu, młodsza musiała się obejść ze smakiem. Obie mają ultramodną jasną cerę oraz włosy, wzruszająco podkrążone oczy i są tak skupione i poważne że aż człowieka ( a przynajmniej mnie) ściska w dołku na ten widok. Wygląda też na to że panienkom zgodnie z dziwną a przez  to ultrafajną fashion of the time podgolono czółka albo przynajmniej boleśnie ściągnięto włoski do tyłu (to wyjaśniałoby te ogromne, piękne oczyska) co by zrobić ładne tło do henninów. Henin to taki czepiec, który w swoich najbardziej rozbuchanych wersjach przybierał iście szatańskie kształty (kiedyś o tym będzie więcej) - jednak te są skromne,niskie i odpowiednie do wzniosłej sceny wyziębiania świętego dzieciątka w gotyckim katedrzyszczu. A spod henninów wystaje moje kochane kuriozum - sztuczny loczek. Baaardzo na fali wówczas, choć tak się składa że widuje go tylko na portretach podlotków, nigdy matron. Ot chociażby jak na pięknym czółku ździebko zezowatej i totalnie hipnotyzującej dzieweczki pędzla Patrusa Christusa (1470).Sztuczne loczki  (w wersji "w trójkącik" tudzież "na pętelkę" ) noszą także córki pani Barbary Moreel (1484) które były tak liczne że Memling musiał je co chwilę domalowywać, aż zabrakło miejsca i niektóre musiały być reprezentowane WYŁĄCZNIE przez swoje urocze czółka, sztuczne loczki oraz czubki główek. Nota bene pani Moreel, burmistrzowa Brugii i niewiasta z żelaza, wyprodukowała co najmniej 16 potomstwa (11 córek i 5 synów) które przeżyło niebezpieczny jak trzecia szyna w metrze wiek niemowlęcy i zakwalifikowało się na obraz Memlinga. I przeżyła! Ale jej talia to już chyba fikcja malarska. Bo zmęczoną minę rozumiem po całości.

1 komentarz:

  1. yay! :D nareszcie wszystko w jednym kawałku! Czekam na kolejne wpisy i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń