Ukochany spaniel, wredny mąż i anoreksja
.jpg) |
| Henrietka, czyli słodkie dziecię z perspektywami |
Henrietta
była ślicznym dzieciątkiem. A potem śliczną panieneczką. I nawet to, że wszyscy
nazywali ją pieszczotliwie „Minette” (sic!) nie ujmowało jej uroku. Tańcowała
po francuskim dworze niczym elfia księżniczka, roześmiana, bystra i wesolutka.
Uwielbiała bale, ploteczki, ogrodnictwo, dworskie ceremoniały, niewinne
flirciki i swojego spaniela o imieniu Mimi, z którym nie rozstawała się nawet
podczas tańca (i to baletowego! Biedna Mimi musiała być solidnie wytrząchana),
a tym bardziej podczas pozowania do portretów. Kiedy nie pląsała zajmowała się
kolekcjonowaniem obrazów i korespondencją z najznamienitszymi literatami epoki.
Po prostu idealna księżniczka, cudeńko, aż zęby bolą. Wszyscy ją uwielbiali, a
na czele fan klubu stał nie kto inny jak uroczy kuzynek Ludwik XIV.


Owszem,
start miała nieszczególny – gdy przyszła na świat (1644) w jej rodzinnej Anglii
trwała wojna domowa. Oliver Cromwell toczył pianę z ust nawołując do mordobicia
i dekapitacji, a szanowny tatuś delikwentki, wyjątkowo nieudolny Karol I, był
na najlepszej drodze do zostanie jedynym brytyjskim monarchą który dał się
obalić i ukatrupić. Trzy lata później zrobiło się na tyle nieciekawie, że
Henriettę postanowiono przeszmuglować do Francji. I słusznie, bo nie minęły
kolejne dwa lata jak Karola skrócono o jakieś 30 centymetrów, co oglądający
trupa Cromwell skomentował: „
Było
to dobrze zbudowane ciało, które mogło długo żyć....”. Szczyt nietaktu,
nieprawdaż? Na szczęście Henrietta była za mała żeby pamiętać tatusia, a tym
bardziej długo się smucić. Rosła sobie wesolutko na francuskim dworze, za
towarzyszy zabaw mając pięć lat starszego Ludwika XIV i jego brata Filipa
zwanego Monsieur. Którzy traktowali ją jak małą siostrzyczkę, albo śliczną laleczkę
– zależy z której strony się patrzy. Później, gdy towarzystwo nieco podrosło,
Ludwika i Minette połączył nawet drobny romansik, niestety nie owocujący
małżeństwem gdyż albowiem a) Minetka była wówczas mało obiecującą partią
(księżniczka królestwa ogarniętego wojną domową, córka króla bez głowy,
śliczności bez posagu i znaczenia politycznego itd. Itp.)
oraz b) Ludwik miał już wówczas żonę, bardzo
należytą, bo nie dość że infantkę to jeszcze własną bratanicę i na dodatek w
pierwszej ciąży.
 |
| Spaniel po raz pierwszy |
 |
| po raz drugi |
Dopiero
kiedy Karolowi II udało się pogonić Cromwella i posadzić zadek na brytyjskim
tronie notowania Minette poszybowały w górę. Niestety, Ludwik był już
nieosiągalny (infantka ani myślała umierać w połogu) więc w konkury polecono
ruszyć jego jedynemu bratu, Filipowi Orleańskiemu zwanemu Monsieur. Sęk w tym,
że Monsieur nie gustował w płci pięknej. O nie, nie był po prostu gejem. Był
przegiętą, wysztafirowaną, zbabiałą ciotencją która z perwersyjną przyjemnością
dała sobą pomiatać kolejnym kochankom. Saint Simon opisuje go jako brzuchatego
karypla na wysokich jak szczudła obcasach (tak, szanowni państwo, wysokie na 10
cm obcasy zaczęły karierę jako element mody męskiej i dopiero potem przeszły na
panie), zawsze odstawionego jak cieć na święto lasu. Ledwo było go widać spod
tych wszystkich pierścieni, wstążek, bransolet i gigantycznej peruki. Może to i
lepiej. Był uroczy, ale pusty jak Auchan w Boże Ciało. Z rozrywek
intelektualnych preferował ploteczki oraz napuszczanie na siebie dam dworu. Z
rozrywek fizycznych – wiadomo.
 |
| i po raz trzeci |
 |
| Monsieur oficjalny | | | |
|
Ktokolwiek
liczył na to, że ślub z śliczniusią, rozkoszną, bystrą i uroczą Minetką
skieruje Monsieur na dobrą drogę i wyrwie go z objęć chciwych jak przysłowiowa
baba z Radomia faworytów, tego czekało rozczarowanie. Owszem, przez pierwszych
kilka tygodni po ślubie Monsieur wydawał się być głęboko zakochany – otwarcie
adorował żonę, zasypywał podarunkami a nawet intensywnie z nią sypiał. Ale
potem mu przeszło. Z „wielkiej miłości” został tylko brudny osad – chora
zazdrość którą Monsieur torturował Minetkę do końca życia. Nie ma nic gorszego
niż facet w typie psa ogrodnika. Sam wolał pukać chłopców (chociaż pukał i
żonę, co najmniej osiem razy w ciągu dziewięciu lat małżeństwa, choć przeżyły
tylko dwie córki) ale z Henrietty chciał zrobić westalkę. Skończyło się na szczerej
wzajemnej nienawiści i regularnych (publicznych, jak wszystko na wersalskim
dworze) awanturach, podkurwianiach oraz mobbingu. I tak, Monsieur bezczelnie
woził się z kawalerem de Lorraine, niemal robiąc mu dobrze na oczach całego
dworu i zdissowanej żony, a ta w odwecie dawała się podrywać… byłemu kochankowi
Filipa, księciu de Guise.
 |
| wyjątkowo bez spaniela. nie zmieścił się. |
 |
| Monsieur jako lala, bardziej true to life |
To była nierówna walka. Monsieur był starym
podjudzaczem, a Minetka wrażliwym dziewczęciem. Jego rajcowały przepychanki, ją
balet. On preferował wyuzdane dymanka, ona – romantyczne zaloty i subtelne gry
miłosne. Ale przede wszystkim – on był facetem. Mógł więc decydować o losie
żony i zrobić z jej życia piekło w którym kawaler de Lorraine byłby naczelnym
biesem szturchającym widłami chudy zadeczek siostry angielskiego króla. Chudy, ponieważ
zmiętolona przez męża Minetka wyhodowała sobie anorexię nervosę. A potem, biedaczka zaczęła się sypać. Wreszcie, po niemal dekadzie małżeńskiej wojny, zmarła
niespodziewanie i mocno gwałtownie, prowokując plotki o truciźnie i tym
podobnych. Minetka wreszcie miała święty spokój, a Monsieur wydano za Elę
Wittelsbach, herodbabę z miedzianym czółkiem, która w prywatnej korespondencji
nazywała go per „gównem” (nie tylko jego – dostawało się całemu dworowi),
obżerała się sauerkrautem i miała w nosie kto i w jakim zakresie smera jej
męża. Awanturowanie się z nią było o wiele mniej wdzięczną rozrywką niż
przysrywanie biednej Henriettcie. Ela bowiem była od swojej poprzedniczki o
wiele bardziej odporna, zrównoważona, wesoła i uparta. Czasy zwiewnych tańców,
tulenia spanieli i łkania w haftowane poduszki minęły bezpowrotnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz