W ten sposób
dotarliśmy do Burbonów. Gdyż albowiem, na człowieku-żuchwie wygasła linia i
nastąpił wakat. I to wysoce ponętny wakat, pomimo tego, że Hiszpania
przypominała płonący burdel, albo pierdzące miazmatami bagno (zależy jaką się
przyjmie metodę metaforyzacji). Była wydojona, rozchwiana, podzielona jak ciało
popularnego świętego, makabrycznie zbiurokratyzowana, plus praktycznie
pozbawiona armii. Ale była HISZPANIĄ. Kandydatów zgłosiło się sporo, ale wygrał
przyszły Filip V. Burbon, książę Andegawenii. Wnuk Ludwika XIV i hiszpańskiej
infanty. Oczywiście całą akcję przeprowadził dziadek – Filip miał 17 lat, nie
mówił ani słowa po hiszpańsku i jak 99,9% innych dworzan nie zwykł był
kwestionować poczynań Króla – Słońce. Grzecznie pojechał do smętnej Hiszpanii,
zrzekając się jakichkolwiek praw do francuskiego tronu. Taki one way ticket z
przytupem. Nic dziwnego że do śmierci męczyły go ataki melancholii. Oraz
hipochondrii, bo czymś trzeba tę melancholię karmić („ach! W Wersalu nigdy nie
strzykało mi w kolanie. to już koniec, aaaa itp.”). Saint Simon pisał o nim:
Sprawa żon
zaś, oraz infanciątek, wyglądała następująco:
|
|
Żona nr 1, Maria Ludwika Sabaudzka (1688 – 1714) była wnuczką brata
Ludwika XIV. Czyli państwo młodzi mieli tylko wspólnych pradziadków. Nie tak
źle, biorąc pod uwagę że Burbonowie żenili się w najbliższej rodzinie, tak jak
Habsburgowie. Co prawda Ludwik XIV miał zdrowy odruch płodzenia z
niespokrewnionymi metresami stad bękartów, ale potem tak intensywnie je
legitymizował i promował, że żenił ich dzieci z własnymi wnukami (i wnuczkami)
z prawego łoża. Uroczo. Niby pula genetyczna trochę się poszerzyła ale i tak
było krucho ze średnią wieku. Maria Ludwika rządziła Filipem a Marią Ludwiką
rządziła madame d Ursins, którą z kolei sterowała pani Maintenon, potajemna
żona Ludwika XIV. Zanim królowa sczezła nie doczekawszy trzydziestki, urodziła
czwórkę dzieci:|
|
![]() |
| Ludwik który srogo zawiódł |
Ludwik I
(1707 – 1724), ów uroczy chłopczyna w srebrnym wdzianku i żabocie z portretu,
zrobił swojej rodzinie paskudnego psikusa. A mianowicie: zapowiadał się zdrowo
i obiecująco, dał się ożenić (z krewną, a jakże, którą to małżeństwo zniszczyło
kompletnie – radzę poczytać) i ukoronować, a zaraz potem niespodziewanie zszedł
na ospę. Najwyraźniej cała Hiszpania modliła się gorąco, żeby nie mieć króla o
dynastycznym imieniu władców Francji. Modlitwa została wysłuchana połowicznie
(sic!). To znaczy Ludwik sczezł, ale po tym jak już został królem. Jego tatuś
miał bowiem szczwany plan i na początku 1724 roku abdykował na rzecz syna.
Robił sobie bowiem całkiem uzasadnione nadzieje na powrót do Francji, na tron.
Tyle że według świeżych praw nie można było trzymać obu koron. Sadzając Luwika
na tronie stawał się legalnym pretendentem, gdyby chorowitemu bachorkowi jakim
był wówczas król Ludwik XV, zdarzyło się
powiększyć grono aniołków. Po tragicznej, acz nietaktownej, śmierci Ludwika, z
braku pełnoletniego następcy, jeszcze mocniej zdołowany Filip V wrócił na tron
hiszpański.
Filip Ludwik
pożył raptem tydzień (kilka lipcowych dni w 1709),
więc nic nie zdążył zdziałać.
Lepiej
poradził sobie Filip Piotr, który dociągnął do 7 i pół roku (1712 – 1719).
![]() |
| Ferdynand VI Melancholijny |
![]() |
| Cudowna brzydka żona |
Ferdynand VI (1713 - 1759) odziedziczył po tatusiu skłonność do
melancholii. Wrażliwy, nieśmiały i inteligentny, kształcił się zajadle oraz
odurzał się Sztuką. Szczególnie muzyką – był mecenasem min. Farinellego. Druga
żona Karola V, zwana dalej macochą, nienawidziła go ponoć z całego serca, bo
zajmował w kolejce do tronu wyższe miejsce niż jej synowie. Może to jej
okrutnym pomysłem było wydanie wielbiącego piękno Ferdynanda za koszmarnie
brzydką księżniczkę portugalską. Biedak, podobno gdy ujrzał wybrankę po raz
pierwszy, przeżył taki szok estetyczny, że się zatoczył się i omal nie zemdlał.
Brzydactwo okazało się jednak mądre, wykształcone i czarujące, a na dodatek
miało słuch. Ferdynand zaś okazał się typem faceta który leci na osobowość.
Pomimo ogólnej mazgajowatości i własnego przekonania, że na rządzenie jest za
słaby, za mało kompetentny itp. itd. okazał się całkiem sprawnym monarchą.
Hiszpania mogłaby na nim sporo ugrac gdyby nie śmierc królowej. Ferdynand
bowiem był niezwykle mocno przywiązany do żony, która była jego najlepszą przyjaciółką
i którą kochał mimo tego że była brzydka, astmatyczna, tłusta i (o zgrozo!) nie
dała mu dzieci. Po jej śmierci depresja zjadła go w przeciągu roku. Przestał
się przebierać i myc. Najpierw jeszcze snuł się po pałacowym parku w brudnych
gaciach, bez peruki i zarośnięty jak nieboskie stworzenie. Potem jednak snuć
się przestał i zaległ w łóżku. Aż wreszcie przestał też jeść.
|
|
|
|
![]() |
| Filip V i cwana Ela |
żona numer
2, Elżbieta Farnese (1692 – 1766) na szczęście nie była kuzynką ani
siostrzenicą Filipa V. Urodziła więc siódemkę całkiem długowiecznych dzieci. A
że włoskie księżniczki zawsze lubiły parać się polityką, kompletnie zdominowała
męża i politykę hiszpańską. Oczywiście była cena do zapłacenia. I tu znowu
Saint Simon, nasz nieoceniony:
Filip V „
(…) lubił pochlebstwa, gdyż królowa chwaliła go bezustannie, nawet jego twarz,
i podczas jednej z audiencji (…) zapytała mnie, czy nie uważam, że jest on
piękny, najpiękniejszy ze wszystkich ludzi jakich znałem.”
Proszę
spojrzeć na portrety. Kobieta miała żelazne czółko. Na dodatek spędzała z mężem
23 i pół godziny na dobę. Do końca życia:
„Królowa
miała dla siebie tylko i wyłącznie chwilę nakładania trzewików po wyjściu z
łoża.”
Albo: „król
i królowa mieli zawsze jeden wspólny apartament i jedno łoże (…) Gorączka,
choroby jakie mogli mieć oboje, poród wreszcie, nigdy nie zdołały ich na jeden
dzień rozdzielić.”
Ciężka
praca. Według opisu Saint Simona królowa była ogólnie w miarę wyględna, choć
zmasakrowana bliznami po ospie (czego oczywiście nie uświadczycie na
portretach). Ale po kilku słowach okazywało się że ma „to coś” czyli „wdzięk
czarujący, stały, naturalny, bez najmniejszej pozy” i ogólny seksapil. Nic
dziwnego że Karol was a puppet on a string. W ramach nagrody od losu za
wytrwałość i poświęcenie, ambitna Elżbieta doczekała się własnego syna na
tronie Hiszpanii.
|
|
![]() |
| Karolek co nie lubił wojować |
Karol III
(1716 – 1788) był, co doskonale widac na ostatnim po prawej portrecie, był
pogodnym poczciwiną. Nie lubił knuc, przepychac się łokciami, ani wojowac.
Polowanie – owszem, ale wojna tylko w ostatecznej ostateczności. Zabawne, że
został namalowany w zbroi, która pasuje do jego pociesznej fizjonomii (Habsburgowie
mieli żuchwidło a Burbonowie – nochal) jak burka do Amandy Lepore. Chociaż nie,
złe porównanie, burka dobrze zrobiłaby Amandzie. A więc jak koronkowe stringi z
Koniakowa papieżowi. Co innego te spektakularne szustokory z jego dziecięcych
portretów. Peruka i hafty powalają; są sto razy bardziej majestatyczne od
żelastwa. Anyways. Karol szalenie kochał matkę, choc trochę się jej bał. Był
posłusznym synem i grzecznie pozwalał się wpychac na dynastyczną drabinę, by
zaspokoić ambicje Elżbiety. Za jej sprawą został w wieku lat 17 królem Neapolu
i Sycylii, co wówczas wydawało się posadą dożywotnią, ale okazało się tylko
wstępem do kariery władcy Hiszpanii. Karol został nim za sprawą przyrodniego
brata, Ferdynanda, który był łaskaw zapłakac się po umiłowanej małżonce.
Panowanie zaczął od tego że pochował 35 letnią żonę której suchotnicze płucka
nie podźwignęły się po upierdliwej podróży do nowego królestwa. Poczciwy
wdowiec miał już następcę i kilkoro dzieci na liście rezerwowych, więc zdrowo
się zasmucił, ale nie zwariował. Był na to zbyt wesołego usposobienia. Starał
się jak mógł zreformowac burdel na kółkach jakim była Hiszpania i nawet mu to
wychodziło. A na dodatek jak ognia unikał wojen, ku znaczącej uldze
wychędożonego w tę i w nazad plebsu.
Franciszek
(marzec – kwiecień 1717. I wszystko jasne)
![]() |
| Marianna "dziękujemy już mamy" |
Właściwie od
początku było wiadomo, że Marianna Wiktoria (1718 - 1781) wyjdzie za mąż za swojego krewnego, Ludwika
XV. Kiedy miała 3 lata, wywieziono ją do Paryża, na dwór 11 letniego
narzeczonego, celem podchowania i wytresowania na królową francuską. Była ponoć
słodkim dziecięciem więc polubili ją tam wszyscy… oprócz Ludwika XV, który
omijał Mariannę szerokim łukiem, a gdy tylko rozpoczął (4 lata później)
osobiste rządy, błyskawicznie zerwał zaręczyny i odesłał dziewczynkę do
Hiszpanii. Miło co? „Dziękujemy, już mamy”, taki dworski ekwiwalent
przerzucenia przez ogrodzenie schroniska pieska, który się znudził dzieciom i
pogryzł jedwabny szal mamusi. Marianna wróciła do ludzi których nie pamiętała,
bez przyszłości do której ją szkolono. Po nieudanych swatach z carem Piotrem I,
dziewczynę opchnięto królowi Portugalii, Józefowi I. Państwo młodzi nawet
dobrze się dogadali, choć Marianna odziedziczyła po mamusi ambicję,
inteligencję oraz skłonność do mieszania się w politykę. A przy tym straszliwie
wkurzały ją liczne kochanki męża. Urodziła 8 dzieci z których przeżyła połowa,
same córki. Na szczęście w Portugalii nie obowiązywało prawo salickie, więc
jedna z nich odziedziczyła tron. Jeszcze zanim do tego doszło, mąż Marianny
uznał, że on już ma dosyć, że te ostatnich kilka wylewów to już była przesada i
że czas oddać komuś lejce. Wyznaczył więc regenta – Mariannę. Niedoszła królowa
francuska do końca życia współrządziła Portugalią. A na osłodę została matką
chrzestną pewnej nieważnej Habsburżanki, jedenastej córki tak mało branej pod
uwagę jako towar matrymonialny, że nawet nie dopilnowano by nauczyła się pisać.
Dziewczynka miała na imię Maria Antonina i w wyniku licznych zawirowań, jeszcze
za życia Marianny zasiadła na tronie francuskim.
|
|
|
|
![]() |
| Filip Parmeński, daleko w kolejce |
Filip (1720
- 1745) , jako dalszy syn rezerwowy,
został na pocieszenie księciem Parmy. A za żonę dano mu doskonałą partię –
najstarszą córkę Ludwika XV i Marii Leszczyńskiej, oczywiście kuzynkę, Marię
Ludwikę Elżbietę Burbon. Co prawda Maria miała aparycję spasionego eunucha
odzianego w damskie suknie, ale pan młody też nie porażał pięknością (oglądanie
ich portretów rodzinnych ściska serce i przełyk), a tak wysoko postawiona żona
otwierała nowe, ciekawe perspektywy dynastyczne dla nowego rodu Burbon – Parma.
Niestety, książę nie trawił żony. Z jak najszczerszą wzajemnością. Był jednak
obowiązkowy i zrobił jej troje brzydkich, ale w miarę zdrowych dzieci. Pierwsze
gdy miała ledwie 14 lat. Z księstwem poradził sobie lepiej. Reformował,
oświecał itd. itp. Zmarł, zapewne z przejęcia, odwożąc do Eskurialu córkę,
która miała zostać żoną infanta.
|
|
|
|
![]() |
| Ruda Maria Teresa co pogodziła i padła |
Maria Teresa
Rafaela (1726 – 46) miała ważne zadanie. A mianowicie pogodzić Hiszpanię i
Francję, obrażone na siebie od czasu gdy Ludwik XV po chamsku odesłał jej
starszą siostrę do domu, zamiast się z nią ożenić. Zaręczono ją więc z
Delfinem, synem niedoszłego wujka i brzydkiej jak noc listopadowa Marii
Leszczyńskiej. Do Francji pojechała (na wyraźne życzenie zrażonej do Wersalu
mamusi) dopiero 5 lat później. I to dopiero kiedy odbył się ślub per procura a
tytuł Delfiny był zaklepany. W Wersalu Maria Teresa na wstępie dostała
potężnego despektu – 15 letni delfin bowiem długo „nie mógł skonsumować
małżeństwa” co generowało złośliwe plotki i czyniło ją osobą totalnie bez
znaczenia, żeby nie powiedzieć niewygodną. Oprócz tego, szydzono z niej także z
powodu rudych włosów (strategicznie skrywanych pod peruką na każdym portrecie).
Za to pomimo niewydolności łóżkowej Maria bardzo polubiła męża, a on ją.
Spędzali razem długie godziny oddając się praktykom religijnym, dyskutując i
obrabiając dupę siejącego zgorszenie królowi oraz jego kochance Joasi Rybie
(Jeanne Poisson) zwaną także Markizą de Pompadour. Maria Teresa była ponoć
wielce nieśmiałym dziewczęciem, które od dworskich gier, balów i polityki
wolała siedzieć we własnych apartamentach oddając się lekturze. Niestety, długo
oczekiwany wytrysk Delfina okazał się dla niej śmiertelny – Maria zmarła trzy
dni po porodzie. Jej dziecko pożyło ledwie 2 lata, co pewnie zasmuciłoby
wszystkich, gdyby nie fakt że było dziewczynką. Tyle tylko że Ludwik XV musiał
własnoręcznie oderwać Delfina od ciała ukochanej żony.
|
|
|
|
![]() |
| Ludwik Antoni biskup mimo woli |
Ludwik
Antoni (1727 – 1785) był któryś tam w kolejce, wiadomo było że na tron się
raczej nie załapie, więc na pocieszenie w wieku ośmiu lat został mianowany
kawalerem orderu Złotego Runa a chwileczkę potem – arcybiskupem Toledo i
prymasem Hiszpanii (oficjalny światowy rekord). Tyle tylko że Ludwik duchownym
być nie zamierzał i gdy tylko mógł zrzekł się godności kościelnych zamiast
księżowac zaczął księciowac. Król, obawiając się konkurencji zesłał go daleko
od Madrytu, gdzie były prymas, ku jego wielkiemu zadowoleniu, popełnił
małżeństwo morganatyczne (wykluczające ewentualne potomstwo z kolejki do tronu)
i spędził resztę swojego życia uprawiając mecenat artystyczny (Goya) oraz
plując sobie w brodę że nie udało mu się zostać królem.
![]() |
| Maria co znała swoje obowiązki |
Maria
Antonietta (1729 – 1785) ów uroczy, majestatyczny bobas z pierwszego portretu
(proszę zwrócic uwagę na równie majestatycznego i ozdobionego gołąbka na dole)
może i była najmłodsza, ale i dla niej znaleziono smakowity kąsek małżeński. A
dokładnie księcia Sardynii Aosty i Sabaudii,
co potem został królem. Maria traktowała bardzo poważnie swoje infancie
obowiązki. Urodziła 12 dzieci, w tym trzech kolejnych królów Sardynii,
wprowadziła na tamtejszy dwór monumentalną do zrzygu etykietę hiszpańską i
partnerowała mężowi, który bardzo się do niej przywiązał. Podobno była
nieśmiała, bardzo religijna a w obejściu zimna jak zadek Roberta Falcona Scotta
na początku kwietnia 1912.
i to by było
na tyle. trochę jebutny mi ten wpis wyszedł - postaram się już tak nie
rozpisywać.











Chciałam powiedzieć, że cudowna brzydka żona za młodu była śliczna! Znaczy wiem, że portret pochlebiony, ale me gusta.
OdpowiedzUsuńAbsolutnie nie ograniczaj ilości znaków, jak czytam Twoje wpisy to mam ochotę natychmiast lecieć po książki historyczne o epoce do biblioteki. Eh, gdyby tylko ktoś dał mi gwarancje, że będą napisane w takim stylu...
OdpowiedzUsuńdziękuję, aczkolwiek moja ostro dziurawa wiedza sama potrzebuje podręcznika:)
Usuń