
Ach ta Klarcia, któż to jej nie malował? Sofonisba Anguissola, Rubens (notorycznie), Alonso Sánchez Coello, Frans Pourbus Młodszy… ale takie są zalety bycia habsburską szychą. Minusy też są, a i owszem, na czele z charakterystycznym, ujawniającym się w wieku dojrzewania żuchwidłem. Większość Habsburgów była naprawdę prześlicznymi bachorkami, a potem nagle TADADA! i coś strasznego robi im się z obliczem (wystarczy spojrzeć na słynne portrety Małgorzaty Teresy, pędzla Velazqueza). Wszystkie nastoletnie głupole lamentujące z okazji gwałtownego pryszcza niech się zastanowią, co by poczuły gdyby nagle wyskoczyło im coś takiego kalibru i trwałości. A potem niech zamilkną i zajmą się odrabianiem lekcji. Izabeli Klarze, co widać na załączonych obrazkach, także z czasem rośnie żuchwa. I kreza. Na późnych portretach wygląda jak, cytując lorda Blackaddera, ptak co połknął talerz. Ale to jest kolejny z wielu minusów bycia Habsburską szychą, na przełomie XVI i XVII wieku przynamniej (potem były katusze fortugałami, panier i perukami).
Chyba żadne z dzieci hiszpańskich Habsburgów (oprócz wyżej wymienionej Małgorzaty) nie było częściej portretowane od Izabeli Klary. Może to dlatego, że tatuś, Filip II, tak się cieszył z faktu jej pomyślnego przybycia na ten łez padół, że głośno i przy całym dworze stwierdził że „nie cieszyłby się bardziej z narodzin syna”. Jak na obciążonego genetycznym parciem na dziedzica Habsburga, który miał już co prawda męskiego potomka ale (Izabellę urodziła… jego, Don Carlosa niedoszła żona Ela de Valois, co to ją Filip w końcu zachachmęcił dla siebie i to na jej szczęście gdyż) potomek ów był kretynem i furiatem. Nie wiem jak Filip ale ja bym już więcej nie żeniła się z kuzynkami (pierwsza żona, matka don Carlosa, była PODWÓJNĄ kuzynką Filipa tzn. jej rodzicami byli brat matki filipa i siostra jego ojca. W ten sposób młoda para oszczędzała na kwiatkach na dzień babci i dziadka bo całą czwórkę mieli wspólnych. Wiem, to bardzo skomplikowane, ale cała genealogia Habsburgów to galimatias przy której Moda na Sukces blednie niczym supermodelka na widok pączków. A w tym serialu są przecież postacie które się dziadkami własnych matek!). Ale Filip zawsze wiedział najlepiej i po Elżbiecie de Valois, matce Izabeli Klary, czyli żonie nr 3 (nr 2 była Maria angielska vel krwawa), ożenił się z Anną Austriacką, która z jednej strony była jego siostrzenicą (córką jego o rok młodszej siostry) a z drugiej – wnuczką brata jego ojca. Niezły bordello co? Ostro się napociłam przy rozrysowywaniu tego wszystkiego żeby dokładnie ustalić kto z kim. Nota bene żona nr 4 dała wreszcie Filipowi następcę. Ale ta dynastia Habsburgów zdegenerowała się pronto i wygasła na trzecim pokoleniu w osobie makabrycznego Karola III, śliniącego się permanentnie człowieka – żuchwy.
Przepraszam za monstrualną dygresję, ale ten temat fascynuje mnie dosyć chorobliwie i kiedy mam okazję o nim nagadać to nie potrafię sobie darować. W każdym razie… Izabela Klara. Tak.
Tatuś, czyli Filip II, teoretycznie miał mały powód do zachwytów nad narodzinami córki. Miał tylko jednego syna, debila który, no way pani Basiu, nie mógł zasiąść na tronie. A więc dziewczyna go stanowczo nie urządzała. To że przezwyciężył swoje Habsburskie parcie na dziedzica i tak się ucieszył z córki oznacza tylko jedno: miłość od pierwszego wejrzenia. And so it was. Klarcia pozostała ulubionym dzieckiem Filipa, nawet kiedy ten doczekał się wreszcie następcy. Ten notoryczny mruk i ponurak, który uśmiechał się równie często co Kłapouchy i był wobec bliźnich zimny niczym zadek Amundsena na dowolnym biegunie, dla Izabeli Klary był czułym i kochającym tatusiem. Na dodatek nie traktował jej jak pieścidełko, tylko jak partnera. Tylko jej pozwalał ze sobą pracować i dopuszczał do największych tajemnic politycznych. Klarcia była jego etatową sekretarką – sortowała dokumenty i tłumaczyła na hiszpański pisma z niekhiszpańskojęzycznych posiadłości korony. Filip najwyraźniej uważał, że tak wybitna kobita jak jego najstarsza córka nie może po prostu „zostać żoną”, że powinna rządzić, królować! Divide et impera bardziej niż potulne ora et labora. Izabela Klara jako jedna z niewielu kobit – Habsburgów miała więc okazję nie być traktowana przedmiotowo. Filip zaręczył ją co prawda z dosyć pokieranym arcyksięciem Rudolfem (jej kuzynem a jakże) gdy miała dwa lata. Ale po trwającym dwie dekady narzeczeństwie niedoszły pan młody obwieścił że on to się żenić nie zamierza, w ogóle, z nikim, bo woli polowania, kabałę i rzucanie się z nożem na poddanych, a na dodatek boi się pewnej przepowiedni. Klarci się upiekło (Rudolf był naprawdę ostro szurnięty a zaawansowana kiła mu nie pomagała) a kochający tatuś zaczął szukać dla niej tronu. Najpierw chciał wysiudać z Anglii Elżbietę I i wcisnąć córę na jej miejsce, ale wielką Armadę trafił szlag i nic z tego nie wyszło. Potem kombinował jak mógł żeby została królem Francji i… prawie się udało. Parlament francuski uznał nawet Izabelę za władczynię pomimo obowiązującego prawa salickiego (czyli że baba nie może rządzić) ale w końcu zdarzył się Henryk IV i o Francji też trzeba było zapomnieć. Czas płynął, Klarcia dobijała 30 a Filip coraz bardziej słabował. Trzeba było w końcu zabezpieczyć córeczkę co by nie poszła na zmarnowanie. Trzy ostatnie lata swojego życia, spędzone na leżeniu w łóżku z widokiem na ołtarz i stopniowego rozkładania się (puchlina wodna, podagra, wrzody i inne takie) poświęcił Filip na kombinowanie kogo by tu dla Izabeli, która jako jedna z nielicznych nie brzydziła się go co dzień pielęgnować. I wymyślił. Kuzyna i syna kuzynów oczywiście. Albrecht, bo o nim mowa, znał Izabelę od dziecka. Co prawda był księdzem, mało tego – był arcybiskupem, prymasem, legatem papieskim i Wielkim Inkwizytorem – ale na prośbę umierającego wuja rzucił to wszystko w diabły, dostał dyspensę i hajtnął się z Izabelą. Nie ma to jak żarliwa wiara. Młoda (ona 33 lata on – 40) para dostała namiestnikostwo hiszpańskich Niderlandów. Klarcia wreszcie miała własny tron. No dobra, razem z mężem, ale Albrecht raczej współpracował grzecznie zamiast podskakiwać. Co prawda na froncie potomstwa wystąpił łatwy do przewidzenia FAIL: cała trójka dzieci zmarła wkrótce po urodzeniu; ale w kwestii rządzenia Izabela i Albrecht sprawdzili się wyśmienicie. Niderlandy przeżyły dzięki nim swoją „złotą erę” a dwór niedoszłej królowej i byłego księżula aż pękał od wielkich artystów i tym podobnych. Kiedy mężulek fiknął w 1621, Klarcia dalej mega skutecznie zarządzała, choć już samodzielnie i w habicie, Klarysek od wieczystej adoracji, a co. Mała, poważna dziewczynka z portretów, tak licznie zamawianych przez kochającego tatusia, spełniła pokładane w niej nadzieje. Niech Hiszpania pluje sobie w brodę że zamiast niej wpuściła na swój tron syna i wnuka kuzynów co wziął za żonę nieco odleglejszą kuzynkę. Eh.



hahah dzięki za notke uśmiałam się niemożliwie przy niektórych fragmentach!
OdpowiedzUsuńprzy okazji i z ciekawosci (jesli to nie tajna informacja)czym zajmujesz sie na co dzien? Zastanawia mnie to ilekroć czytam.
Pozdrowienia i czekam na nastepne odcinki "historycznej mody na sukces" ;)
nodawnnoday
zajmuję się czym popadnie. pisaniem, czytaniem,grzebaniem, wycinaniem, składaniem, dzierganiem i tym podobnymi:)
OdpowiedzUsuń