Dziś będzie o infantach. I nie tylko dziś. Klara Eugenia tak mnie rozochociła że postanowiłam zrobic sobie przegląd kolejnych pokoleń nieszczęsnych, hiszpańskich Habsburgów; z naciskiem na tzw. lata szczenięce. Na pierwszy ogień idą dzieci Filipa II.
Don Carlos, książę Asturii (1545 – 68), czyli pierworodny. Pierwsze dziecko, pierwszy syn i pierwszy mega FAIL Filipa. A miało być tak cudownie – młodziutcy rodzice (obydwoje ledwo 18 letni), niecałe dwa lata po ślubie i od razu (bez pielgrzymek proszalnych do Santiago de Compostella czy gdzie tam, bez porad lekarskich i fundowania klasztorów etc) jest następca tronu! No po prostu cud miód ultramaryna! Niestety, mamusia nie sprostała habsburskiej polityce i zmarła w połogu. A Carlos okazał się byc wyjątkowo wrednym i uciążliwym furiatem, z którego to powodu został przymknięty dożywotnio przez rodzonego tatusia. Może gdyby Filip nie spłodził go ze swoją podwójną (!!!) kuzynką a don Carlos miał, jak to bywa w zwyczaju, 4 pradziadków i 4 prababcie a nie o połowę mniej i gdyby oni wszyscy nie byli braćmi i siostrami… Może wtedy Carlos nie relaksował się piekąc zwierzęta żywcem i zmuszając szewców do konsumpcji zamówionych przez siebie butów, które nie przypadły mu do gustu. Zagraniczni posłowie (z których zapisków pochodzą powyższe relacje o hobby infanta, mam nadzieję że jednak grubo przesadzone, brr) opisywali go jako „odrażającego człowieka, którego interesuje głównie pastwienie się nad bliźnimi”. Podobno na początku nie było aż tak źle. Mały Carlos musiał zachowywać się w miarę normalnie skoro tatuś wodził go na posiedzenia rady królewskiej i wdrażał do zawodu władcy. Były także plany matrymonialne – Filip chciał go żenić z Elżbietą de Valois (ale ostatecznie sam ją sobie skonsumował), jej siostrą Margot (TĄ Margot), Marią Stuart (czyli Szkocką) i Anną Austryjacką (vide zawartosc nawiasów przy Eli de Valois). Cóż z tego skoro nastoletni Carlos spieprzył się pewnego dnia ze schodów i trzepnął łbem o posadzkę tak, że trzeba go było trepanowac. A co gorsza przeżył i ostatecznie ocipiał. Mania prześladowcza, ataki furii na przemian z apatią, oraz chorobliwa nienawiść do szanownego ojca... Od tej pory Carlos głównie spiskował, dosyc nieudolnie acz spektakularnie, jak na paranoika przystało. Filip mógł zrobić tylko jedno – przyłapać, skazać za zdradę i zamknąć. And so he did. Carlos zamiast stryczka dostał areszt domowy, ale w geście ostatniej uprzejmości względem ojca, w ciągu pół roku wykończył się naprzemiennymi atakami anoreksji i obżarstwa.
Drugim małżeństwem filipa był smutny i na pewno powodujący u niego ostry wkurw epizod ze sfiksowaną matroną, niejaką Krwawą Marią, angielską i całkowicie bezpłodną.
Trzecia żona Filipa (zanim padła, a jakże, z okazji porodu) wzbogaciła go o dwie córki - Izabelę Klarę z poprzedniego postu, ukochaną córeczkę tatusia, która najlepiej nadawała się na króla ale była babą; oraz Katarzynę Michaelę. Tę ostatnią młodo wydano za mąż za niejakiego Karola Emanuela Savoy, księcia z zawodu, „głowę w ogniu/Testa d'feu” czyli narwańca z przydomku. Książę był posiadaczem gigantycznego ego, ambicji wielkości krateru po meteorycie tunguskim oraz zabójczej bródki w szpic. Pasował na Habsburga – głownie zajmował się powiększaniem swojego terytorium i płodzeniem dzieci. Katarzynie zmajstrował ich okrągłą dziesiątkę zanim oddała ducha z okazji poronienia (chodziła prawie non stop w ciąży przez 11 ostatnich lat swojego życia! Arystokratki miały totalnie prześwistane pod tym względem). Potem co prawda nigdy już się nie ożenił, ale zrobił co najmniej 11 bękartów, co najmniej 6 kochankom.
Szukając żony numer 4 wciąż nie posiadający dziedzica Filip najwyraźniej uznał, że do jego wyprodukowania potrzeba większej zawartości Habsburga w Habsburgu. I wydał się za własną siostrzenicę (to że takie nasycenie zaowocowało poprzednio don Carlosem furiatem, nic go nie nauczyło). Anna stanęła na wysokości zadania. Urodziła piątkę dzieci, w tym tylko jedną córkę. Tyle że jeden syn żył 2 lata, córka 3, dwaj kolejni – (uwzględni na załączonych portretach Ferdynand i Diego) po 7. „And then were none”… but one: boleśnie przeciętny i bezbarwny przyszły Filip III (1578 – 1621).
Rzeczony Filip miał babcię która jednocześnie była jego ciotką oraz dziadków co byli także jego pradziadkami, i był ponoć człowiekiem bez właściwości. Ani gorący ani zimny, ani mądry ani głupi. Mawiano że jego jedyną zaletą jest całkowity brak wad. Tata szkolił go wytrwale, ale choć Filip junior był miłym i bardzo posłusznym dzieckiem, to Senior od początku wyrażał obawy, że potomek jest za mało bystry na króla i pluł sobie w brodę że Klara Eugenia nie jest facetem. Grzeczny potomek, po śmierci drogiego papy potulnie dał się ukoronować po czym wziął żonę, oczywiście kuzynkę. A potem sobie odpuścił. Właściwie rządzili wszyscy – a to żona, a to przyjaciel z dzieciństwa albo spowiednik – tylko nie Filip. A jak mówi radomskie przysłowie „ gdzie kucharek sześć tam dwanaście cyców”. Za to na froncie rozpłodowym spisał się lepiej od ojczulka. Ale o tym już następną razą.
na obrazkach (gorąco zalecam powiększenie, oni mają charaktery wypisane na twarzach, some scary shit):
na dole: bezbarwny Filip III w kolejnych fazach życia i wąsatości


Jezusku, jacy oni wszyscy brzydcy.
OdpowiedzUsuńale za to godni, moja droga. i odziani należycie.
OdpowiedzUsuń