![]() |
| od lewej: Anna, Maria oraz podobno Małgorzata Franciszka |
Anna Maria Maurycja (1601 – 1666) słynąca z wyjątkowo pięknych ramion i sporego sexappealu. Żywotna, inteligentna dziewucha o silnym charakterze oraz shitload of charm, podobno. Miała 14 lat kiedy tatuś i król Francji postanowili zrobić barter potomstwa. Jej dostał się Delfin, a siostrze delfina – jej brat, przyszły Filip IV. Młodociana Ania musiała się ostro ucieszyć. Zamieniała niemiłosiernie wysztywniony i pachnący naftaliną Eskurial na wesolutki acz śmierdzący równie intensywnie tyle że czym innym Luwr. Na dodatek nie trafił się jej stary dziad ani niemowlę, a na matrymonialnym rynku królów ryzyko takiego przydziału było wysokie jak Marcin Grotat na 15 centymetrowych szpilkach. Problem wyłonił się tylko jeden – Delfin, co wkrótce został Ludwikiem XIII, nie interesował się paniami. Panami zresztą też nie. Owszem, miał namiętne przyjaźnie, ale podobno seks zamiast kręcić wprawiał biedaczka w zakłopotanie przechodzące w stupor. Całkiem przystojny wstydliwiec i namiętna Habsburżanka – to musiało wybuchnąć. Tylko surowemu wychowaniu i habsbursko-katolickiej indoktrynacji zawdzięczał Ludwik, że maksymalnie sfrustrowana ślubna nie zdradzała go na prawo i lewo. A chętni byli, a i owszem. Chociażby takie książę Buckingham co to ją obściskiwał pod stołem z miłości i w nadziei na coś więcej. Zamiast tego Anna darła z mężem koty o WSZYSTKO. Trzeba było negocjatorów żeby po iluś tam latach nakłonić królewską parę do tzw współżycia. A potomków wciąż nie było. I nagle, po 28 latach małżeństwa, licznych pielgrzymkach w intencji i tym podobnych, Anna urodziła syna. A kilkanaście miesięcy później – drugiego. Co najzabawniejsze, obydwaj byli ślubni i zdrowi jak cholera. Wychowaniem zajęła się osobiście. Tatuś pojawiał się rzadko i zafrasowanym obliczem więc książątka bali się go i gdy tylko ich zaszczycił wybuchali płaczem oraz spieprzali do mamusi. Na szczęście Ludwik XIII bardzo wcześnie wypisał się z interesu i Anna posadziła na tronie swojego 5 letniego Ludwika XIV któremu szczęśliwie regentowała do spółki z kardynałem bez święceń, i podobno kochankiem a na pewno – wielką miłością, imć Manzarinim. Tak, właśnie tak – to ta kobieta urodziła i wychowała Ludwika XIV: młodego boga który zamienił się w żywą skamienielinę albo/i pożeranego przez obsesje demiurga. Ale i nieprzeciętnego króla.
Maria (ur. 1 lutego 1603 -1 marca 1603) z oczywistych powodów nie doczekała się biografii.
![]() |
| od lewej: przyszły Filip IV i Anna nieco starsi i nieco młodsi |
![]() |
| od lewej: Ferdynand, Alfons i Małgorzata/ Maria i Alfons/ Ferdynand i Alfons albo Małgorzata |
W Filipie IV (1605 – 1665) najlepsze było to że sponsorował Velazqueza. I innych, całkiem do rzeczy malarzy. Oraz miał dwie osobowości. Nie, nie chodzi o schizofrenię ani o hożą dziewoję zainstalowaną w nie rzucającym się w oczy, acz luksusowym domku niedaleko Eskurialu. Po prostu jak mógł tak oddzielił pracę od domu. Filip król był sztywny, smętny i majestatyczny jak jasna cholera. Zagraniczni posłowie twierdzili że to (i tu nieodżałowani Przybora, Wasowski i Kwiatkowska) „bezlitosny kamień i statuja”. Był tak małomówny i nieruchawy, że na pewno niejednego korciło żeby go na jakiejś audiencji uszczypnąć w zadek i sprawdzić czy to także zniesie po Habsbursku. Podobno publicznie uśmiechnął się tylko trzy razy, półgębkiem. Nawet swoje ulubione walki z bykami oglądał z twarzą pokerzysty. "Filip-mężuś-tatuś-król po godzinach" to była zupełnie inne zjawisko. Można z nim było pogadać o literaturze, astrologii albo najlepiej o teatrze którego był tak zagorzałym miłośnikiem, że nagminnie sypiał z aktorkami. Z jedną, piękną Marią Calderon, miał nawet syna – jedynego męskiego potomka który dożył 50tki nie wyglądając przy tym jak lajtowa wersja człowieka-słonia. Ślubne dzieci miały kiepski survival rate. Z pierwszej żony miał ich siódemkę, ale dorosłości dożyło jedno i to baba. Z drugiej (siostrzenicy, a jakże) była piątka a przeżyła niecodłużej dwójka: słodka Małgorzata Teresa i makabryczny Karol II, który śliniąc się i bełkocząc zakończył tę linię Habsburgów. Aha, Filip miał także dosyć nieziemskie wąsy, podkręcone do góry tak, że nie wiem jakim cudem nie wykuły mu oczu. Najwyraźniej na aktorki i/albo zagranicznych posłów to działało.
![]() |
| Filip IV |
Młodziutka Maria Anna Małgorzata (1606 - 1646) miała zostać wydana za Karola I Angielskiego. Na szczęście, jako dziewczyna charakterna i potrafiąca postawić na swoim, stanęła okoniem. Nasza Wanda nie chciała Niemca, a bezlitośnie katolicka Maria Anna – protestanta. And rightly so, bo dzięki temu ominęły ją atrakcje związane z wojną domową, Cromwellem, przymknięciem oraz dekapitacją niedoszłego małżonka. Zamiast Karolka poślubiła Ferdynanda III który przypadł jej do gustu z co najmniej 3 powodów. Po pierwsze miał imponujący tytuł: „król Węgier i Czech” a w perspektywie „cesarz Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego i król rzymski”. Coś takiego działało na księżniczki Habsburskie jak hiszpańska mucha. Po drugie – był z tego powodu nieodwołalnym i ostatecznym kaolikiem. Po trzecie – był jej kuzynem. Czyli blisko i bezpiecznie. Do narzeczonego jechała ponad rok (no dobra, była wojna (30letnia) ale na miłośc boską – rok!?), za to jak już do niego dotarła, zamiast odpocząć musiała w te pędy ruszyć na imprezę. Wesele świętowano przez okrągły miesiąc. Maria Anna musiała być nie lada twardzielką skoro przetrwała ten maraton i to z monstrualną krezą oraz suknią równie wygodną co krzesełka w świętej pamięci kinie Iluzjon na Narbutta. A potem totalnie uwiodła cesarza, który zrobił ją swoim najważniejszym doradcą a czasami i regentem, oraz urodziła stadko dzieci (co tradycyjnie ją wykończyło), w większości pci menskiej.
![]() |
| Karol |
O Karolu (1607 – 1632)wiem tylko tyle, że uważano go za dziwaka i gbura. Ja tam mu się nie dziwię – być Habsburgiem bez znaczenia to konkretne bagno. A on, biedaczek był zawsze na drugim miejscu. Dobrze że przekręcił się w miarę wcześnie i nie zobaczył kto ubiegł go w wyścigu o tron. Przegranie korony do biednego kaleki z żuchwą wielkości Moby Dicka pewnie wędziłoby go w regularną psychozę.
Ferdynand (1609 - 1641) też miał dosyć przesrane. Trzeci w kolejce, na koronę raczej nie mógł mieć nadziei. Postanowiono więc że zrobi karierę kościelną. Czy ktoś go pytał o zdanie? Ależ skąd. Ani się Ferdynand obejrzał a już był arcybiskupem Toledo. A zaraz potem kardynałem. To nic, że nie miał święceń i że ledwo co skończył 11 lat. Habsburg ma dawać radę a poddani oraz tzw. „owieczki” grzecznie zgadzać się z tym, że zarządza nimi blady chłopczyna, który de facto pragnie być księdzem równie mocno co Benedykt XVI – tancerką na rurze. Przez całe swoje krótkie życie Ferdynand stawał na głowie byle tylko wyrwać się z kościoła i rządzić, ewentualnie prowadzić wojny. Niestety, żadna z tych rzeczy mu nie wyszła. Jako jedyny sukces mógłby policzyć sobie spłodzenie zdrowej i długowiecznej córki, która zresztą została później zakonnicą. Sęk w tym że biedny kardynał fiknął zaraz po jej narodzinach.
Oprócz powyższego stadka była jeszcze dwójka dzieci: Małgorzata Franciszka (1610 - 1617) oraz Alfons Maurycy zwany El Caro, czyli drogi/kochany (1611 - 1612).
![]() |
| Ferdynand |
PS: Mali Habsburgowie na powyższych portretach ubrani są naprawdę nieludzko ubrani. Ci starsi – jak dorośli, ci młodsi – w niewiele wygodniejsze od sukni „koszulki” niemowlęce, plus obowiązkowa kreza. Ale to nie ubrania są najciekawsze tylko zestaw imponderabiliów przynależny każdemu. Tu nie ma mowy o zwisającej bezczynnie ręce – każdy coś trzyma a niemowlęta mają przytroczone do paska cały arsenał amuletów mających ochronić je przed … wszystkim właściwie, od wiedźmowego uroku przez kolki po przedwczesny zgon. Najfajniejsza jest czerwona dłoń z koralu małej Marii Anny. Większe dziewczynki miętolą chusteczki, za które pewnie można by kupić wioskę albo dwie. Czasami zamieniają je na wachlarzyk, bukiecik kwiatków albo inny symbol niewinności. Chłopcy oczywiście dzierżą szpady, poza biednym Ferdynandem któremu od razu wklejono różaniec. Na szczęście od czasu do czasu trafi się miły atrybut dzieciństwa: małpka, albo ulubiony pies usiłujący dostać się na kolana usadzonego w pancernym krześle (imponujący mebel, co? Designerzy Ikei pewnie dostaliby na jego widok nerwowej wysypki) towarzysza/ki zabaw.
Zawsze wzruszało mnie to jak intensywnie filip III kazał portretować swoje dzieci. I to najchętniej w parach, albo nawet trójkach. Taki ekwiwalent rodzinnych fotek, tyle że sztywny i dostojny. Nawet biedny Alfons El Caro, co nie dożył nawet roku, ma co najmniej dwa portrety. I to najprawdopodobniej wcale nie pośmiertne. Gdyby Filip żył dziś pewnie zatkałby zdjęciami swoich dzieci niejeden twardy dysk i niejedną kartę pamięci.
Wiem, za dużo tego tekstu. W końcu nowoczesny człowiek ma attention span świątecznego karpia w wannie i nudzi się już po 3 linijkach. W ramach buntu przeciw temu dopiszę jeszcze kilka słów o portretach zamężnych już i dzieciatych Anny i Marii. Jedno spojrzenie i od razu widać która wyszła za cesarza rzymskiego a której udało się wybyć do wesołej Francji. Różnica w stroju jest ogromna – z jednej strony hiszpański pancerz, ciemny i sztywny, w geometryczne „rzuciki”, no i kreza rzecz jasna. A ten fryz? Bardziej zbroja niż suknia i bardziej hełm niż fryzura. W sumie zestaw już wówczas przebrzmiały, modny to był może z wiek wcześniej, ale na dworach Habsburskich wciąż obowiązywał – bardziej symbol niż strój. Za to ciuszki jej syna są już z innej, następnej epoki. Tu nie ma mowy o hiszpańskim konserwatyzmie: ten koronkowy kołnierz i mankiety a przede wszystkim powalająca sukienczyna z jakiejś koszmarnie drogiej i stylowej, przezroczystej materii. Z kolei starsza siostra (Anna Austyjaczka) nosi się po francusku. Kolorowo, ultramodnie i zwiewnie, z dekoltem nie do pomyślenia na dworze szanownego papy. Podsumowując: takie same pozy, miny i kotary w tle, ale dwa zupełnie inne światy. Hiszpania która jeszcze niedawno wyznaczała mody i wiodła prym w całej Europie i Francja, która właśnie wysiuduje ją z podium żeby robić to samo, po swojemu. Ludwik XIV, owo chłopie w żółtej sukienczynie, już to załatwi.
![]() |
| Maria z Ferdynandem IV, Anna z Ludwikiem XIV i Monsieur |







:D Wreszcie przypomniało mi się, żeby wejść na Twojego blog, jesteś dynastycznie zboczona tak jak ja!
OdpowiedzUsuńano jestem:))) ale te cholerne skoligacenia habsburskie są nie do spamiętania. bez przerwy rozrysowuję sobie jakieś tabelki i krzaczydła a i tak ledwo kojarzę kto z kim.
OdpowiedzUsuń