środa, 27 lipca 2011

Kuba, ruchy niegodne filozofa i co z nich wynikło, czyli krótka opowieść o Jakubie Szkockim i jego dzieciach.



      Na pierwszy ogień pójdzie Jakub (1566 – 1625) – niewzględny chłopczyk, młodzieniec i dziad z portretów powyżej. Szczególnie lubię jego podobiznę jako ośmiolatka, z sokołem, szpadą, krezą, zawadiackim pękiem piór na berecie i w przypominającym pancerz kaftanie. Stoi sobie, bladawiec wymoczkowaty, w prawie baletowej pozie i ma dokładnie taki sam wyraz twarzy jaki będzie miał przez calusieńkie życie – obojętny a zarazem skupiony, bez cienia uśmiechu. Jakub był owocem nierozsądnej miłości Marii Stuart i ślicznego lorda Darnleya, któremu woda sodowa uderzyła do głowy w tak spektakularny sposób że szybko z ukochanego przeistoczył się w major pain in the royal arse. Odkochana Maria zmuszona była unieszkodliwić go ostatecznie – gdy Jakub miał 7 miesięcy jego 22 letni tatuś zginął w niewyjaśnionych okolicznościach i koszuli nocnej. Skutek wyżej wymienionej eliminacji był taki, że Marię zmuszono do abdykacji i uwięziono, a Jakub w dojrzałym wieku 13 miesięcy został koronowany na króla Szkocji. Wychowany przez obcych ludzi wyrósł w przekonaniu że Marii „należało się” i raczej nie kwapił się do odwiedzin. Kiedy mamusia kładła głowę pod katowski topór wzdrygnął się lekko, ale ze zleceniodawcą egzekucji – ciocią Elżbietą I – ani myślał się z tego powodu sprzeczać. Myślicie może że kiedy kilka lat później urodziła mu się córka to dał jej na imię Maria? A skąd. Nazwał ją Elżbietą, na cześć rudej ciotki, która już za niedługo miała czeznąc bezpotomnie i ustąpić mu angielskiego tronu. Swoją drogą to że Jakub doczekał się jakichś dzieci graniczy z cudem. Facet podobno kompletnie nie interesował się kobietami, ale za to miał wysoko rozwinięte poczucie świętego królewskiego obowiązku w związku z czym potulnie dał się wydać za Annę Duńską (miłośniczkę jebutnych kiecek na fortugałach  – ale o tym kiedy indziej). Zapładniał ją, skutecznie choć niechętnie, co najmniej 12 razy ale tylko trójka potomków przetrwała poród i dzieciństwo. Złośliwi plotkowali, że król woli chłopców i że ze swoimi licznymi faworytami nie tylko poluje ale i się tarmosi po kątach. Jednak najprawdopodobniej Jakub po prostu brzydził się seksem, uważając go za przykrą konieczność dynastyczną. Był cholernie pruderyjny, głośno potępiał sodomię i wszelkie nieprzyzwoite praktyki. Miał obsesję na punkcie boskości królów więc stawiał sobie wysokie wymagania i najprawdopodobniej nigdy nie gził się z kolegami. Wymoczkowaty Kubuś miał jeszcze jedną obsesję, dosyć obrzydliwą – diabelnie bał się czarownic. Osobiście uczestniczył w wielu procesach o czary a nawet nadzorował tortury podejrzanych pilnując żeby kaci sumiennie wyciskali zeznania zapewne. Ciekawa rozrywka, prawda? Poranna toaleta, filiżanka bulionu, msza, narada dworska a potem huzia do lochów patrzeć jak łamią kołem Kowalską z Pcimia Dolnego. Obeznany w temacie napisał nawet książkę o tym jak te zaprzedane szatanowi cholery rozpoznać i skutecznie karać. Z czasem zwątpił nieco w nieomylność sądów ale procesów nie zakazał. Poddani najwyraźniej nie mieli mu tego za złe bo kiedy zmarł, zdemenciały i już od co najmniej roku nie pamiętający jak się nazywa, płakali po nim rzewnie. A teraz czas na dzieci Jakuba:




     Henryk, książę Walii (1594 – 1612). Najwyraźniej Jakub uznał, że wychowywanie się bez matki to fajna sprawa bo jak tylko urodził mu się syn zwinął go żonie sprzed nosa i oddał pod opiekę jednemu z faworytów. Zszokowanej Annie oznajmił, że nie życzy sobie aby „zaraziła” dzieciaka katolicyzmem. Henryk wychowywał się z dala od rodziców i zapewne dlatego wyrósł na przebojowego, miłego chłopaka o dużym poczuciu humoru. Oprócz tenisa, w którego grał niemal nałogowo (jego zamiłowanie do tzw wysiłku fizycznego uwieczniono na środkowym portrecie, na którym zaraz upitoli łeb jeleniowi), Henryk wykazywał zainteresowania wymarzone dla przyszłego króla. Pasjonowała go polityka, wojsko, religia… szkoda tylko że we wszystkich tych dziedzinach kompletnie nie zgadzał się z ojcem, który go za to serdecznie znienawidził. Coraz bardziej popularny wśród poddanych Henryk i coraz bardziej wymoczkowaty oraz zgorzkniały Jakub żarli się o wszystko, bez przerwy. Stężenie wzajemnego wkurwu stało się wreszcie tak wysokie, że panowie potrafili publicznie na siebie nawrzeszczeć, albo wyjechać jeden drugiemu z liścia. Niestety Henryk, który zapowiadał się na całkiem dobrego władcę (i którego pewnie by nie ścięto, jak to uczyniono z jego młodszym bratem) był nagle fiknął na tyfus w wieku lat 18. Jakub nie pofatygował się na pogrzeb, gdyż „chronicznie nie znosił pogrzebów”. 



Elę (1596 – 1662) także wywieziono daleko od dworu, zaraz po narodzeniu. Fundując jej w ten sposób bardzo szczęśliwe dzieciństwo z dala od toksycznych rodziców. Uwielbiam jej dziecięcy portret w ogromniastej fryzurze i kiecce z wspaniałym haftem. Fajnie kontrastuje z jej późną podobizną, spokojną, jednolitą. Widać że na jednym mamy pannę na wydaniu a na drugim wdowę która ma już wszystko w dupie i nie zamierza się katować odzieniem. Jako 9 latka Anna o mało nie została królową Anglii po tym  jak spiskowcy, którym spektakularnie nie wyszedł tzw. „gunpowder plot”, wymyślili sobie porwać ją i osadzić na tronie. Plany spaliły na panewce (sic!) a spiskowców powieszono oraz poćwiartowano, jak to było w ówczesnym uroczym  zwyczaju. Anna zamiast królować wyszła za mąż za elektora Palatynatu Reńskiego, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Państwo młodzi bowiem, mieli nieprawdopodobne szczęście zakochać się w sobie szczerze i dozgonnie. Mężulek okazał się tkliwym romantykiem, adorował Annę ile wlezie, zbudował dla niej małpiarnie, zwierzyniec i wspaniały ogród w stylu włoskiego renesansu. Wdzięczna i rozanielona Ania urodziła mu 13 dzieci a po jego śmierci olała szerokim łukiem wszelkie propozycje matrymonialne.




Karol I (1600 – 1649) czyli ten którego skrócono o głowę. Jak jego babcię. Królem został przez przypadek i z zaskoczenia. Był kompletnie do tej roli nieprzygotowany i nic dziwnego że poległ haniebnie. Materiał na władcę był z niego żaden. Zacznijmy od tego że był wybitnie słabowitym bachorkiem, do 3 roku życia nie mówił i nie chodził, rodzina prawie go nie widywała zdając się całkowicie na opiekującą się nim na niańko – pielęgniarkę. Biedaczyna wielbił swojego starszego brata, marzył o tym żeby być taki jak on. Niestety, choć z czasem przestał chorować i kuleć to u progu dorosłości przedstawiał sobą obraz nędzy i rozpaczy: chorobliwie nieśmiały kurdupel (164 i ani centymetra więcej!) i jąkała o twardym szkockim akcencie. Na dodatek był strasznie szorstki w obejściu, wstydził się rozmawiać z ludźmi więc warczał i mamrotał nigdy nie patrząc w oczy. Podobno nigdy się nie uśmiechał, za to nosił kolczyk w lewym uchu. Kiedy miał okazję wreszcie się wyluzować sięgał po pędzel (podobno całkiem nieźle malował) albo bardzo kompetentnie szarpał violę. Tak jak tatuś bał się kobiet. Żony, pięknej siostry Ludwika XIII nie zdradzał wcale co skutecznie podsycało plotki o jego rzekomym gejostwie. Od kiedy został królem non stop szarpał się z parlamentem, babrał się ( z katastrofalnym skutkiem) w kwestiach religijnych oraz dusił poddanych coraz to nowymi i bardziej fantazyjnymi podatkami. Czym się to skończyło – wiadomo. Karol stracił głowę jakiś czas potem został uznany za JEDYNEGO świętego kościoła anglikańskiego, którym pozostaje do dziś.

3 komentarze:

  1. Tak wpadłam powiedzieć, ze uwielbiam historie, obrazki i poczucie humoru i masz we mnie wierną czytelniczkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo mi miło. postaram się produkowac jak najcześciej i jak najbardziej strawnie;)

    OdpowiedzUsuń
  3. coś pięknego ...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń