W ramach załącznika – portrety dzieci brzydkiej Włoszki z poprzedniego wpisu. Nie wszystkich, tylko tych które coś zdziałały (i trochę pożyły) i których portrety dziecięce udało mi się wygrzebać.
Franciszek (1544 – 1560) oraz jego żona Maria Stuart (1542 – 1587). Franciszek to ten rachityczny chłopczyk który po spektakularnym zgonie ojca został królem. „Dorosłego” portretu nie ma, bo biedaczek nie dożył. Jest za to słodka Marysia, z którą go hajtnięto gdy miał cztery lata. Młoda para wychowała się razem na francuskim dworze i ponoć bardzo ale to bardzo się lubiła choć Franek był cherlawy i dukający a Marysia wysoka i wygadana. Franek padł na infekcję ucha po 18 miesiącach tronowania. Marysia wróciła do Szkocji a co było dalej wiadomo (wredny mąż, zazdrosna kuzynka, główka precz z karku).
Ela (1545 – 1568), najstarsza córka. Nieśmiała, skromna, cichutka, grzeczna i potulna. Konformistka do bólu, przekonana że „starsi zawsze wiedzą lepiej” a przy tym miła dziewczyna a nie jakaś socjopatka chowająca się po szafach. Z takim zestawem cech idealnie nadawała się na hiszpański dwór – niemiłosiernie wysztywniony i smętny. Najpierw usiłowano ją wydać za infanta (nota bene furiata) ale koniec końców została żoną jego tatusia, króla Filipa II . Filip tak ją polubił że aż odstawił kochanki, rozluźnił etykietę i może nawet czasami się uśmiechnął. Niestety, jak to Habsburg, miał niemiłosierne parcie na dziedzica. Po 4 latach wypełnionych porodami (2 córki ) i poronieniami (2 bliźniacze córki i syn) Ela nie zdzierżyła i wyzionęła ducha. Jej matka błyskawicznie i ultrataktowie zaproponowała Filipowi kolejną córkę, Małgorzatę. Na swoje szczęście odmówił.
Karol (1550 – 1547). Też król, od 10 roku życia. Słaby, chorowity i fatalnie zdominowany przez mamusię która rządziła za niego. Jako jedyny z braci spłodził syna, jednego i niestety nieślubnego. Najlepiej wychodziło mu polowanie o którym napisał nawet całkiem dobrą (podobno) książkę „Le Chasse Royale”. Po masakrze nocy sw. Bartłomieja kompletnie sfiksował a jakiś czas później zmarł wykończony przez histerię i galopujące suchoty.
Henryk (1551 – 1589) mój osobisty faworyt. Naprawdę miał na imię Aleksander. Król Francji i przez chwilę także Polski, biseksualista a przy tym radosny fetyszysta. Lubił przebieranki w damskie ciuszki, nosił po kilka kolczyków w jednym uchu, obwieszał się drogimi kamieniami i posypywał brokatem, czym spowodował solidny szok kulturowy u Panów Szlachty. On z kolei zszokował się w Polsce wszechobecnymi wychodkami (w Luwrze srało się do kominków), nowoczesnymi łaźniami i widelcami (tak, tak to od nas widelec trafił na zachód). Ulubieniec mamusi, w przeciwieństwie do braci przystojny, zdrowy i tryskający energią. Od polowań wolał szermierkę, sztukę i czytanie książek. A na dodatek jako jedyny nie dał sobą sterować Katarzynie. W wieku lat 9 ciu uznał że ma w dupie Papieża i że będzie protestantem. Odmówił chodzenia na mszę, wrzucił godzinki małej Margot do kominka a nawet utłukł nos figurze świętego Pawła zanim matka stanowczo wyperswadowała mu herezję. Jako król starał się jak mógł ale sprawa była już dawno przegrana. Dorobił się tylko biedaczek hemoroidów stercząc nad papierzyskami. Dziedzica nie sprokurował, ale przynajmniej wyznaczył dobrego następcę. Zmarł od zatrucia żelazem, czyli od rany kłutej zadanej przez zamachowca.
Franciszek Młodszy (1555- 1585). Temu to dopiero nie szło. Nie został królem, jego zabawa w wodza zakończyła się pogromem a notoryczne spiskowanie przeciw braciom – figą z makiem. W nadziei na jakikolwiek tron ruszył w konkury do menopauzalnej Elżbiety I. Owszem, poszło mu nieźle bo odbył się gorący romans – Ela nazywała go „swoją żabką”, pisała o nim ładne wiersze i rumieniła się jak pensjonarka (choć był raczej rozmemłany z wyglądu a na dodatek dziobaty) – ale tronem podzielić się nie raczyła. Wkurzony i niespełniony Franciszek zmarł wreszcie na malarię, czy coś w tym guście.
Małgorzata (1553 – 1615). Czyli osławiona Margot. Ładna dziewczynka, niestety potem geny mamusi dały o sobie znać i zrobił się z niej kaszalot pełną gębą. Zafundowano jej ślub z niechcianym Henrykiem Nawarskim a 6 dni potem masakrę przybyłych na tę okazję Hugenotów. Sweeet. Podobno nimfomanka i podobno bardzo inteligentna. Pisała bardzo skandaliczne pamiętniki oraz wiersze, w przerwach między sypianiem z kolejnymi kochankami. Miała słabość do szałowych kiecek, dziś pewnie opisałoby ją jako trendsetterkę albo coś takiego. Szła pod prąd skutkiem czego pokłóciła się z rodziną (Henryk III zamknął ją nawet w areszcie domowym na kilkanaście lat) oraz poddanymi. Po 27 latach udało się jej uzyskać unieważnienie małżeństwa. Własnych dzieci nie miała więc na starość zajęła się wychowywaniem potomstwa byłego męża i jego nowej żony, tępawej Marii Medycejskiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz